.navbar { display:none; }
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrzywionych literatów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skrzywionych literatów. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 czerwca 2014

Koniec roku szkolnego i Truposzka!!!

To już koniec roku szkolnego! Jak co roku, nie mogę się do tego przyzwyczaić. Czy to możliwe? Dwa miesiące czystego lenistwa? Przecież to... takie nienaturalne! I co ja zrobię z tym wolnym czasem? Na pewno zamęczę Was postami :D Haha! Przygotujcie się na to, nie będzie litości! A oto i od dawna zapowiadany piąty rozdział Truposzki. Włożyłam w nie całe swoje serduszko, ale krytykę przyjmuję! ^^ No to co? Miłego czytania... ("To nigdy nie jest miłe". Kimkolwiek jesteś złośliwy głosie chociaż udałbyś, że Ci się podoba. "Nie lubię kłamstwa". "To nie kłamstwo to tylko zmodyfikowana prawda") 



5. 
Pani Szczypior. Chuda jak szczypior, gadatliwa jak szczypior, energiczna jak szczypior, ambitna jak szczypior, szczypior, szczypior, szczypior. Wchodzi do klasy, niczym szara, bezbronna myszka - cichutko, z szybko bijącym sercem.  Boi się co przyniesie nowy dzień, co zrobią te przerażające istoty... Na oko wydają się całkiem sympatyczne, ale kobieta wie, że są zdolne do wszystkiego. Nadejdzie dzień, w którym rzucą się na nią rozwścieczone i wygłodniałe. Och... one już coś knują, to pewne. Wlepiają w nią te swoje wielkie oczyska i planują. One wiecznie planują... dzieci - tego słowa nie powinno się wymawiać, zwiastuje nieszczęście. Dlaczego miałaby ufać tym istotom, skoro właśnie jedno z nich włożyło sobie na głowę doniczkę? Najpierw doniczka, a potem? Nauczycielka siada przy biurku i wyciąga drżącą, chudą dłonią długopis z szuflady "żadnych gwałtownych ruchów"… 
Helenka zasypia już po dwóch minutach lekcji. Pozazdrościć. Zosia patrzy niepewnie to na koleżankę, to na nauczycielkę. Szczypiorka nic nie widzi, więc... może tak samo jak Hela utnie sobie małą drzemkę? Taką tycieńką, mikro maleńką...  dziewczynka decyduje się i opiera czoło o twardą ławkę. Nie może jednak zasnąć... Chwilę tkwi w wszechogarniających ciemnościach, po czym unosi głowę i... krzyczy przerażona.  
Tuż przed jej twarzą świecą się dwa, ogromne, szare spodki. To oczy nauczycielki. Kobieta blada jak ściana odsuwa się gwałtownie od Zosi. Czy to dziecko chce, by dostała zawału?! Tak wrzeszczeć? I to tuż przed czyjąś twarzą!Nawet sprawdzić nie wolno, czy aby uczeń nie wyzionął ducha na lekcji, albo czy nie zemdlał... Dobre chęci się nie liczą, trzeba wydrzeć się na Bogu winną nauczycielkę.  
Cała klasa zanosi się śmiechem.  
Tylko Truposzka jak to ona niewzruszona przygląda się Szczypiorce. Czuje do niej głęboki podziw i szacunek. Zapisuje coś w swym czarnym, wysłużonym notesie, po czym uśmiecha się przebiegle. Tomek przerażony odsuwa się od Małgosi na bezpieczną odległość, a  uśmiech koleżanki poszerza się dwukrotnie.  
Wtem drzwi klasy otwierają się szeroko. Do pomieszczenia wchodzi przystojny młodzieniec w garniturze, z bukietem czerwonych róż w dłoni. Jego głowę okalają błyszczące blond, włosy, a twarz zdobi szeroki, białozębny uśmiech. Wszystkim dziewczynom  oczy świecą się z zaciekawienia. Małgorzata niechętnie unosi wzrok znad zeszytu i blednie przerażona. Hela za to ocknąwszy się pod wpływem krzyku, rumieni się porządnie. Ach, no tak! Dzisiaj walentynki... Spuszcza skromnie wzrok.   
 - Przepraszam, że przeszkodzę, ale w ten wyjątkowy dzień nie mogłem postąpić inaczej... - wszystkie dziewczyny wydają z siebie zduszony okrzyk zachwytu, a chłopak uśmiecha się nonszalancko - Czy jest pośród was mój misiaczek?  
Helence ze wzruszenia oczy zachodzą łzami.  Znają się przecież tak krótko... Czy to możliwe? Nigdy się po nim tego nie spodziewała, przecież... to takie romantyczne! Ale również zawstydzające... Mimo wszystko romantyczne. W głowie jej się nie mieści - przyszedł do niej, specjalnie do niej...  
-To najwspanialsza dziewczyna jaką poznałem - "ooo" dziewczęta z uwielbieniem patrzą na nieznajomego, chłopcy zaś przewracają z zażenowaniem oczami - Zawsze mogłem na nią liczyć, była jak takie małe światełko w moim życiu, bez niej pogrążyłbym się w wiecznej ciemności...  Jej oczy są jak dwie perły, a włosy niby utkane ze srebrzystej pajęczyny - Fafik wzdycha zawiedziona, jej włosy są czarne, kruczoczarne, to na pewno nie o niej. Było nie farbować sobie łepetyny, ech... - Skrywa w sobie wielką tajemnicę... Ale przede mną... czuję, że się otwiera! - Hela pociąga nosem, niech nie przesadza, ile można człowieka wychwalać? Zaraz zapadnie się pod ziemię...  
Chłopak czyni dwa kroki w głąb klasy. Szczypiorka patrzy na niego podejrzliwie, ten jednak reflektuje się szybko i wręcza nauczycielce, trzy, przepiękne różyczki 
-Przepraszam, że zakłócam lekcje.  Pani zdecydowanie należą się kwiaty... - Szczypiorka przerażona patrzy na zielone badyle. "To podstęp, podstęp!" myśli i mruży zdenerwowana oczy. 
-Już dobrze, dobrze. Proszę - i zwraca podarunek - jakoś nadrobimy te piętnaście minut lekcji, prawda?  
Wszyscy mruczą niezadowoleni. Chłopak w końcu zbiera się na odwagę i mówi: 
-Gosieńku... To o Tobie! - dziewczyna wygląda jakby miała za chwile zwymiotować. Reflektuje się jednak, mruży mściwie oczy i patrzy na swojego ukochanego od siedmiu boleści. "Zabiję, zamorduję, uduszę, powieszę, zastrzelę, posiekam..." szybko jednak przybiera obojętną minę. "Tak chce grać? bardzo proszę" A humor momentalnie jej się poprawia.  
Hela zaskoczona patrzy na chłopaka, więc, więc... przyszedł do Gosi! Ach tak? Czyli Truposzka ją okłamała! To wcale nie jest jej brat! On też ją okłamał! To nie jego kuzynka! A to podłe Dziecko Trumny!!! Patrzy z czystą nienawiścią na koleżankę, wyglądając przy tym jak znerwicowany gnom. 
Jasiek uśmiecha się podstępnie i podbiega do swej "dziewczyny". 
-To dla ciebie... - przełyka ślinę - kochaaanieee 
Bazyliszkowe spojrzenie siostry przeszywa go na wskroś, jednak chłopak nie poddaje się i nadal szczerzy się tym swoim obrzydliwym uśmiechem. Truposzka przybiera więc inną taktykę. Uśmiecha się podstępnie, ignorując złośliwe żarciki i wyciąga swój czarny zeszyt po przejściach.  Jasiek spogląda zaniepokojony na Gosię, od której emanuje wewnętrzny spokój - niedobrze! Garnitur, którego tak nie znosi, zaczyna go uwierać, a krawat zdaje się zaciskać na jego wątłej szyi... On się nie podda! Trzeba działać nim ta Potworzyca coś wykombinuje. Wybiega więc z klasy, ku zdziwieniu wszystkich obecnych. Truposzka jednak nie łudzi się, że to koniec. 
Haha! I się przestraszył! Oj Gosia, co ty zrobiłaś z człowiekiem! - Baran tarza się ze śmiechu po ławce, widząc jednak minę koleżanki, momentalnie przestaje.  
Drzwi uchylają się ponownie. Staje w nich chłopak w za dużym szarym swetrze i startych dżinsach. Twarz zasłania mu burza czarnych loków. W ręce trzyma gitarę, wszyscy wstrzymują oddechy. I nagle zaczyna grać... Spokojna muzyka odbija się echem o ściany. Dziewczyny urzeczone wpatrują się w gitarzystęTruposzka kiwa z uznaniem głową. Jej brat pierwszy raz się postarał, nawet garnitur włożył i ściągnął jakiegoś kolesia z gitarą. Ale ona ma już wprawę, z nią nie wygra, oj nie... Mścić się może tylko ona. Do klasy na kolanach wjeżdża Jasiek i zaczyna śpiewać w rytm muzyki: 
-Zamienię każdy oddech w niespokojny wiatr  By zabrał mnie z powrotem - tam, gdzie masz swój świat... *
Wszystkie dziewczyny wstają i kołyszą się delikatnie. Jakie to romantyczne! Co chwile jednej wymyka się przeciągłe "ooo".  
Truposzka za to powstrzymuje się, by nie zatkać sobie uszu. Przecież on kompletnie nie umie śpiewać!  Może ma dobry słuch (geny), ale głosu za grosz.  
-...Poskładam wszystkie szepty w jeden ciepły krzyk  Żeby znalazł cię aż tam, gdzie pochowałaś sny   
Jasiek kołysze się bez opamiętania, gapiąc się przez cały czas  swojej "dziewczynie" w oczy . Ta zaś odwzajemnia spojrzenie, tak jak tylko bazyliszki i Truposzki potrafią.  
Karolci po twarzy spływają łzy wzruszenia. Kto by pomyślał, że ich Gosia jest tak barwną postacią! Chłopak właśnie śpiewa jej piosenkę!  
-Już teraz wiem, że dni są tylko po to,  by do ciebie wracać każdą nocą złotą  Nie znam słów, co mają jakiś większy sens  Jeśli tylko jedno - jedno tylko wiem:  Być tam, zawsze tam, gdzie tyyyy! - Podnosi rękę do góry , mrużąc z wyczuciem oczy. 
"O nie, teraz przesadził!" Truposzka patrzy z politowaniem na brata. 
Muzyka cichnie... Gitarzysta wstaje, łypie zza bujnych loczków na klasę, po czym grzecznie kiwając głową wychodzi. Wszyscy klaszczą bez opamiętania, Szczypiorka  za to patrzy z nieukrywaną grozą na dzieci.. "Co z nich wyrośnie? Co z  nich wyrośnie" powtarza w myślach, kręcąc z rezygnacją głową.  
-Dziękuję - Jasiek uśmiecha się niby zakłopotany - Gosieńku, wszystkiego najlepszego! - po czym nachyla się do zniesmaczonej dziewczyny i mówi jej na ucho: 
-Radzę ci, nie zadzieraj z Jaśkiem... Bo zemsta jest słodka - chichocze złośliwe i wychodzi. 
Dziewczęta patrzą zaciekawione na Truposzkę. Wycisną z niej całą prawdę o jej ukochanym, choćby nawet siłą! Muszą przecież wszystko wiedzieć! Znać każdy najdrobniejszy szczególik... Małgorzata w końcu wstaje, emanuje od niej niezmącony spokój, co wobec zaistniałych okolicznościach, może wydać się lekko nienaturalne. Kiedy orientuje się, że każda para oczu zwrócona jest w jej stronę, z złośliwym uśmieszkiem zaczyna: 
-Dnia piętnastego lutego  znaleziono na dnie stawu zwłoki Jana Jankowskiego, brutalnie pobitego i prawdopodobnie po śmierci posiekanego. Sprawcy nie znaleziono, ale przypuszcza się, że morderca miał jasne włosy. Jaki mógł być motyw mordercy? Zazdrość, gniew? Cała rodzina jest w żałobie... Jego ekhm... "dziewczyna" nie pojawiła się na pogrzebie. Jan Jankowski, znany jako pajac wchodzący bez uprzedzenia do klasy... nie żyje - po czym zanosi się krótkim śmiechem.  
Dopiero po długiej chwili milczenia klasa orientuje się, co oznaczały słowa Truposzki.  
. . .  
-Dobra robota! - chłopcy przybijają sobie zamaszyście piątkę.  
-Jasiek, kompletnie ci odbiło - Mówi Florek, gdy wychodzą na pokryty cienką warstwą lodu chodnik - o co tym razem chodziło? 
Gitara przyjaźnie pobrzękuje, gdy jej właściciel przyśpiesza kroku. 
-Wiesz jak to jest z siostrami, czasem trzeba im pokazać kto rządzi! 
-Ja nie wiem... śpiewałeś jej serenadę! No, ale to było dobre! Widziałeś jak nam panienki ładnie klaskały? - Floruś rechocze po swojemu - jakby co polecam się na przyszłość. Tylko błagam cię.. Już nigdy NIE ŚPIEWAJ!!! Brzmiałeś gorzej od bioloszki, kiedy ją Snickers ugryzł! 
-Nie ściemniaj! Mam głos jak.. Elvis Presley!  
-Za te słowa czeka cię niechybna śmierć...



* "Zawsze tam gdzie ty" Lady Pank

Pozdrawiam serdecznie. 
PS. Koniec szkoły, a opowiadanie jest po części o...szkole. Co zrobić? 

środa, 2 kwietnia 2014

W skrócie - siostra

Bez zbędnych wstępów... 

„Męczarnie! Po co ja się tam w ogóle zapisywałam! Trzeba było dać sobie spokój, ale nieee, Małgorzata zawsze wie najlepiej co dla niej dobre”. Gosia bierze potężny łyk herbaty, po czym wyjmuje z plecaka pudełeczko maślanych ciasteczek. Chrupie w spokoju jedno, potem drugie, otwiera zeszyt z polaka i wzdychając ciężko zaczyna odrabiać jedną z tych głupich prac domowych pt. uzupełnij tabelkę.
Czwartek to dzień, którego na tym świecie w ogóle nie powinno być. Nie dość, że człowiek namęczy się w szkole, nie dość, że zasapie się na śmierć gnając za uciekającym autobusem, nie dość, że wykończy go parszywiec, który śmie nazywać się bratem, to jeszcze - jakby tego wszystkiego było mało – musi przetrwać wywody znudzonej nauczycielki szkoły muzycznej na temat „arcyciekawej” historii muzyki. Równie dobrze można postawić na sobie dorodny, czerwony krzyżyk. A Truposzka nie lubi stawiać dorodnych, czerwonych krzyżyków. Nic więc dziwnego, że gdy tylko dostanie pozwolenie na opuszczenie lekcji, gna ile sił w nogach do swej pieczary,  do swojego stolika, zamawia najlepszą na zmartwienia herbatkę z cytrynką i słucha płynącej z czarnego radyjka muzyki jazz. „Music cafe” - raj na ziemi dla osobników trupiego pokroju.
Na dworze wiatr bawi się wełnianymi szalikami, podnosi je do góry, delikatnie nimi kołysze, wkrada się pod grube warstwy zimowych kurtek, wywołując grymasy na ludzkich twarzach. Ten się krzywi, tamten się krzywi, a inny nie zwraca szczególnej uwagi na psikusy rozbrykanego wietrzyka.
- Jasiek? A to daleko jest? – Hela przeskakuje zamarzniętą kałużę, wywijając tym samym koziołka na śliskim chodniku.
Jaś uśmiecha się rozbawiony – Sam prawdę mówiąc nie wiem. Nie chodzę po kawiarniach…
-Jak to NIE wiesz? – dziewczyna klepie się zrezygnowana w czoło – Zgubimy się, ja ci to mówię. Już nigdy nie dotrzemy do swych domów, a ludzie będą wspominać nas jako tych, co ich twarze ujrzeć można było w każdym autobusie zaraz pod napisem „zaginieni”. Wiesz… Gosia może sobie poczekać. I tak nie trafimy. Nie wydajesz się dobrym przewodnikiem, nie żeby coś…
- Ja nie jestem dobrym przewodnikiem? Wolne żarty! Znam to miasto jak mało kto!
- Tak? Więc gdzie jest Żyleta?
- Tam gdzieś… w mieście. No tam przy tych blokach wiesz których.
- Nie – Helenka uśmiecha się chytrze.
- A tam, a tam… A tak w ogóle to po co chcesz spotkać się Małgosią?
- Hehe… zmieniamy temat, jak widzę. Niech ci będzie. Chcę ją poprosić o zeszyt z matmy, znaczy… dać jej też taką duuuuużą czekoladę z orzechami. No bo wiesz… uratowała mi palca wskazującego, przed niechybnym wykrwawieniem. No i… wiesz, Gosia jest fajna. Miło by było się z nią przejść, porozmawiać. A w szkole nie zawsze jest czas. Myślisz, że się narzucam?
Jasiek patrzy uważnie na Helę. Fajna dziewczyna, lekko stuknięta i dziecinna, ale w porządku. Ech… i narzuca się jak mało kto, ale… przyda się. Trzeba jakoś odpłacić się siostrze pięknym za nadobne.
- No co Ty! Nie narzucasz się… może trochę, ale… chcesz jej dać czekoladę, nie? No to masz usprawiedliwienie.
- Mm... powiedzmy. A tak w ogóle to w jaki sposób jesteś z nią spokrewniony?
- To dość skomplikowane… No wiesz… Eee… Mam mamę i …mama ma ojca, a ojciec ma brata, który ma żonę, która ma szwagra, który ma córkę i ta córka ma córkę i to jest właśnie dla mnie Gosia.
(w skrócie: siostra)
- Aaa… No tak. To… spoko.
- No, tu jest szkoła muzyczna – Jasiu wskazuje biały budynek z wizerunkiem Jana Kiepury. Mężczyzna patrzy do góry. Nawet jest jakiś bardzo niewyraźny napis „trzymajcie wysoko sztandary muzyki Polski”. – i tu gdzieś się skręca… Tak myślę.
Nim chłopak zdąży cokolwiek powiedzieć Hela podbiega do wysokiego, chudego mężczyzny i uderza piskliwym głosikiem:
- Czy nie wie pan gdzie jest kawiarenka muzik kafe?
-Umh… A dostanę coś za tę wiadomość?
Dziewczynka patrzy zdezorientowana na mężczyznę.
- Eee… uśmiech?
- Okej. No to skręćcie za ogrodzeniem w prawo.
- Dziękuję.
- Co to miało być?! – Jasiek patrzy na Helę.
- Na ogół mówisz dziękuję kiedy… eee… chcesz okazać komuś wdzięczność, albo chcesz być miły.
- Poradziłbym sobie!
- Ale co ty taki przewrażliwiony? Zosia samosia, czy jak?
- Ech… No, to wyglądało jakbyśmy byli jakimiś sierotkami! Nie musimy nikogo prosić o pomoc, przynajmniej ja… - wymowne spojrzenie skierowane na oburzone dziewczę.
- No i? Jejku… Normalnie jak Gosia! Tylko Ty potrafisz mówić, a ona nie bardzo. Wiesz, ludzie to są… ludzie.
- Łał… mądre.
- Och! Daj skończyć! Ludzie po coś są, co nie?
- Dobra, dobra. Jesteśmy na miejscu…
- Coraz mniej cię lubię. Kochasz zmieniać temat, co? – Hela uśmiecha się serdecznie.
- Ja zmieniam temat?  No raczej nie – Chłopak otwiera brązowe, stare, przedpotopowe drzwi.

Gosia rzuca przelotne spojrzenie na gości. Wraca do książki… i zaniepokojona po raz kolejny spogląda w stronę drzwi. Coś się tu nie zgadza. Ten chłopak wygląda jak potwór, albo i gorzej… jak ten którego imienia nie wolno wymawiać, jak J przeklęty, a obok niego stąpa roześmiana… Helenka? Nie, nie to są zwyczajne przewidzenia. Niech to będą zbawienne omamy! Jeżeli tu jest ON i Hela to znaczy, że trupia jaskinia, miłe schronienie jest już skażone i… czyżby to była ostatnia wizyta w tym przytulnym miejscu? Przecież… jak oni się dowiedzieli? Ech… Hela jeszcze ujdzie, ale ten parszywy, zapchlony, gnijący, wyperfumowany bąbel nie ma prawa tu być!
- Cześć Gosiu – pół nieszczęścia podchodzi uśmiechnięte do zdruzgotanej Truposzki.
- Witaj… co cię tu sprowadza? – a w myślach „po jakie licho zakłócasz mój święty spokój?!”
- Ja… przyszłam z twoim kuzynem - Hela odwraca się i ze zdumieniem stwierdza, że w pomieszczeniu nikogo nie ma. Gdzie podział się Jasiek? Pewnie zaraz wróci. Przełyka ze zdenerwowaniem ślinę. – No, przed chwilą tu był, słowo.
- Wierzę ci, ale powiedz dlaczego postanowiłaś spotkać się ze mną w tym ponurym, mrocznym miejscu w tak zimny dzień? Raczej nie kierowały tobą przyziemne pobudki, prawda? – Twarz Truposzki nie zdradza żadnych uczuć. Nie zadrga jej żaden mięsień jakby była posągiem, nie człowiekiem. - Musiałaś być niezwykle zdeterminowana, żeby znaleźć mnie w środku miasta. Co tu tak naprawdę robisz, Helu?
Dziewczynka otwiera szeroko oczy. Jedyne co przychodzi jej do głowy to wielkie, naszpikowane wykrzyknikami „Że co?!”. Mimo to próbuje przybrać pewną siebie minę.
- Co ja tu robię? Wyznam ci to z pełną szczerością… - poważny ton już po chwili ustępuję zwykłemu, radosnemu popiskiwaniu - no dobra, Gosia, ja tak nie potrafię. Nie rozumiem jak Ty to robisz! – Hela wybucha śmiechem doprowadzając swoje policzki do stanu czerwoności – jesteś genialna!
Dementorzyca patrzy zrezygnowana na swego rozmówcę. Powieka jej nie drgnie. Bębni swymi niemiłosiernie chudymi palcami o blat, aż w końcu spogląda w szare, okrągłe oczęta koleżanki.
- Słyszałaś kiedyś TĘ historię o bliźniakach?- płomyk świeczki błyszczy tajemniczo w zwężonych źrenicach Truposzki.
- Nie…
-Matka, zapalona malarka spodziewała się dzieci. Dokładnie dwójki… dziewczynki i… chłopca – głos Dementorzycy jest gruby i ponury, a jego posiadaczka aż za dobrze o tym wie – Podczas porodu stało się coś strasznego. Chłopiec zaczął zaciskać swoje małe, chude paluszki, na szyi małej siostrzyczki.  Coraz mocniej i mocniej, ale nic jej nie zrobił… jak na razie. Rodzeństwo dorastało, a chłopiec co noc, gdy już osiągnął odpowiedni wiek, siadał przy swojej bliźniaczce, gdy ta zapadła już w sen i patrzył na nią swym nieobecnym wzrokiem. Co takiego mogło kryć się w tej główeczce, nic podejrzanego, prawda?
Hela wzdryga się. To wcale nie jest śmieszne, tylko chore! Teraz wszystko staje się jasne! Truposzka uczęszcza na wizyty u psychiatry! A  jak potrafi czytać w myślach?  I teraz wie co sobie Helenka o niej  myśli?! Nie, raczej nie… chyba. Hela patrzy zaniepokojona na towarzyszkę.
-Chłopiec  zaczynał popadać w obsesje, kiedy się dało podkładał siostrze nogę, straszył ją po nocach, stukał w ścianę, wysyłał tajemnicze listy… wysłali go do psychiatry, ale dopiero gdy dziewczynka popadła w depresję – Dementorzyca zaczyna mówić coraz szybciej. – Chłopiec siedział w zakładzie dla niezrównoważonych psychicznie i myślał tylko o jednym – o zemście, nie na rodzicach, na bliźniaczce. Pewnego dnia, gdy dziewczyna, niczego nieświadoma szła nakarmić bezdomne pieski…
- Bezdomne pieski? Serio? – Hela chichocze, lecz po chwili poważnieje. Koleżanka poskramia ją swym bazyliszkowym spojrzeniem.
- Tak, bezdomne PIESKi – cedzi przez zęby – Zaatakował ją jej rodzony brat, ale nic nie zrobił… jeszcze. Podobno dziewczyna jest na liście zaginionych, ale ktoś próbuje zatuszować sprawę… Dowiedziałam się o tym ja ,a  teraz i ty. Trzeba mieć się na baczności – w kawiarence roznosi się upiorny chichot, najwidoczniej oszalałej Małgorzaty.
-Tak jaaaasne… a ja jestem różowa pantera i morduję mrówkojady! Ha, ha, ha!
- Może… - Truposzka przygląda się Helence.
- Martwię się o ciebie.
- Niepotrzebnie.
- Tak wszyscy mówią i kończą w psychiatryku… Tak jak ten z opowieści.
- Przecież go znasz. – Małgosia uśmiecha się chytrze.
- Kogo?
- Tego z opowieści.
- Taaaaak?... – Hela zastanawia się czy to jest ten moment w którym powinna wybuchnąć śmiechem.
- Oczywiście. Przyszłaś tu z nim…
- Z Jaśkiem? No co ty!
- Znasz go?
- Nie bardzo…
- No właśnie.
- Ale twój kuzyn nie jest psychicznie chory!
- Mój kuzyn powiadasz? – Truposzka wstaje od stołu, na jej twarzy rozkwita podejrzanie szeroki uśmiech – Powiedział ci tak, prawda?
- No…
- Widzisz? Już cię okłamał, Jan to mój…
- Taaaak?
- Jan to mój… - Truposzka dodaje napięcia.
- taaaak?
- Jan to mój….
- Weź przestań! To wcale nie dodaje grozy scenie. Tylko mnie rozśmiesza. Od razu widzę umierającą, żabę przed oczami. Wiesz, tak mówiła żaba ze Shreka, a potem… umarła – Hela śmieje się.
Dementorzyca próbuje utrzymać ponury wyraz twarzy, ale po chwili zanosi się czymś na zwór rechotu i chichotu w jednym. Najwidoczniej nietrudno jest zapomnieć, jak śmieje się normalny, przeciętny człowiek.
- Eeee…
- Zapomnij o tym! – Gosia w mgnieniu oka przybiera grobowy wyraz twarzy. Przykłada dziewczynie palec do ust – Jeśli kiedykolwiek ktoś się o tym do wie…
- Weź gadaj jak człowiek! To zaczyna się robić nudne. Ciągle tylko… „ponury nastrój”, „grobowa mina”, „psychiczna gadka szmatka”, „ponura mina”.
- Ach tak? – Truposzka uśmiecha się chytrze – Jan to mój brat.
- Co?! –szczęka Heli dosięgłaby podłogi jakby mogła – Serio?! I on naprawdę dusił cię w dzieciństwie?! – po chwili namysłu dodaje– Nie, co ja plotę… Jak noworodek mógłby zrobić coś takiego… Nigdy nie wiadomo kiedy żartujesz! Ale to oznaczałoby, że mnie okłamaliście! Dlaczego?! Mówiłaś, że nie masz brata, nie pamiętasz?! No i ja powiedziałam Jaśkowi, że mi tak powiedziałaś. A on mi na to, że jest twoim kuzynem. O co w tym wszystkim chodzi? I czy on mieszka w zakładzie psychiatrycznym?!
- Chciałabym – Truposza patrzy z rozmarzeniem  w dal.
- Nie strasz! Ale wy jesteście bliźniakami?
- Mmm… - Dementorzyca po raz kolejny wstaje, lecz tym razem zmierza do wyjścia.
- Ej, zaczekaj! – Hela biegnie za nią, pełna entuzjazmu i niezadanych pytań.
Gdy znajdują się już na dworze, nie wytrzymuje i zaczyna:
- No to jesteście bliźniakami?
- Na papierze tak… Ale to potwór jest nie człowiek. Sama widzisz co zrobił. Zaprowadził cię do kawiarni, a potem uciekł.
- Ja was nie rozumiem. Dlaczego on tak zrobił?
Truposzka uśmiecha się ponuro.
- Ej, ty wiesz! Powiedz! – Hela rusza zniecierpliwiona rękami -Ja chcę wiedzieć! Przyszłam aż tutaj, no i… no weź, powieeeedz!
- Ale przysięgnij, że nikomu nie powiesz o NIM – Gosia się wzdryga.
- Jaaaasne…
- Chodzi o to, że chciał mi dokuczyć, wyręczając się tobą. Wiedział, że nie lubię jak ktoś przeszkadza mi w czymkolwiek.
- Aha… - Hela uśmiecha się smutno. Czyli to, że Truposzka tak ją lubi, to zupełne kłamstwo, nieprawda…
- Ale możemy się na nim odegrać – Gosia chichocze po swojemu.
- Ja tam się cieszę, że mnie tu zaprowadził. – dziewczynka ożywia się i podskakuje wesoło – Prawdę powiedziawszy nigdy nie powiedziałaś przy mnie  aż tak dużo!
- Hmmm… - Truposzka popada w stan zadumy. W ten sposób dochodzą do przystanku autobusowego.

Trzymajcie się! 

sobota, 8 marca 2014

Zardzewiały nóż i pies Tygrys ^^

Ale mnie tu długo nie było! Możecie mnie już powiesić, zastrzelić - do wyboru do koloru. Ale jako winna mam prawo się obronić, więc... to wszystko przez komputer! Wyłącza mi się, nie mogę pisać, chodzić po internecie, a co za tym idzie prowadzić bloga. Teraz jest chyba w porządku, ale kto to tam wie...

Widziałam ostatnio dzieci. Ale nie to jest dziwne. Dzieci, a raczej jedno z nich trzymało w łapkach zardzewiały nóż... Jak się dowiedziałam znalazły go. Wcale nie podsłuchiwałam, nieeee. Ale do rzeczy. Dzieci (8 lat?) chodziły po osiedlu z niebezpiecznym narzędziem. A ja? Stałam i zastanawiałam się "upomnieć, nie upomnieć, upomnieć, nie upomnieć"... W efekcie wyszłam w tych dziecięcych oczkach na podejrzanego osobnika. No bo się na te dzieci gapiłam, powiem więcej: szłam za nimi... Ups. Tak więc zawstydzona poszłam sobie. Jaki ten świat jest straszny! Może przez zawstydzona Stasię, te dzieci... no nie wiem... Zrobiły sobie krzywdę? Albo spodobało im się bawienie nożem, zostaną bandytami atakującymi przechodniów?! Ech... pamiętajcie - upominajcie dzieci biegające z nożem. Chodż takie sytuacje chyba nie zdarzają się codziennie...

A teraz fragment mojego opowiadania. Zanudzę Was nim na śmierć, ale puki nie przyjdzie mi żaden inny pomysł do głowy jesteście skazani na Truposzkę ^^

3.
Na fiołkowym dywanie stoją trzy postacie, jedna próbuje przybrać surową minę, druga przygląda się z rozbawieniem tym daremnym poczynaniom, a trzecia nawet nie stara się ukryć zniecierpliwienia. Kołysze się to w jedną stronę to w drugą, marudzi, mruczy pod nosem niepochlebne komentarze, po czym znów zaczyna się kołysać. Truposzka patrzy z rezygnacją na brata. Dlaczego to ona została skazana na jego towarzystwo? Dlaczego?! To pytanie chodzi po jej głowie od najmłodszych lat, a dokładniej – od kiedy zaczęła myśleć. Ten ADHDowiec nie może odpowiadać komuś o trupim pokroju, a  zwłaszcza jeśli ma on niezachwianą pewność siebie, łobuzerskie spojrzenie i wiecznie szeroko otwarte oczy pełne szczerości i niezmąconej radości. Dla takiego ADHDowca wszystko jest śmieszne, wolne od jakichkolwiek zmartwień. A najgorsze jest to, że został uodporniony na bazyliszkowe spojrzenie Demontorzycy i trzeba wiecznie wymyślać nowe odstraszacze i zniechęcacze.  W dodatku buzia się takiemu nie zamyka, a zespawanie jej byłoby niehumanitarne. A szkoda…
Niekomfortową ciszę, która panuje w salonie, przerywa pan Jankowski z drugiego piętra i jego przyjaciel – wiertarka. Odgrywają swój codzienny koncert grając na nerwach żonie, gdy doliczy się kolejnej dziury w ścianie, sąsiadom i psu Tygrysowi, który chce w spokoju zjeść swoje ciasteczko. Truposzka mogłaby przysiąc, że dom szanownego sąsiada wygląda jak ogromne, otynkowane sitko.   Wreszcie hałas ustaje, a surowa mina mamy zmienia się w przebiegły uśmieszek. Rodzeństwo ma złe przeczucia. Jasiek z trybu kołysania przestawia się na obgryzanie paznokci, a Truposzka z rosnącym zainteresowaniem patrzy na rzecz trzymaną przez mamę. Jest to niezidentyfikowany obiekt owinięty suchą szmatką.
Mama w końcu odzywa się, a jej głos przesiąknięty jest dumą.
-Zawiodłam się na was. Byliście bardzo niegrzeczni.
 Czy ktokolwiek mówi jeszcze tak o czternastolatkach? Najwidoczniej, bo w ten, a  nie inny sposób wyraziła się ich rodzicielka. Truposzka nie pozmywała naczyń, a Jasiek zapomniał wyjść z psem, choć słowo „zapomniał” nie jest tu na miejscu. On nie chciał pamiętać. Mama patrzy z naganą na dzieci po czym odkrywa rzecz trzymaną w dłoniach. Jest to obrazek. Przedstawia wypisz wymaluj Truposzkę w sukience ślubnej i w białym welonie. Na jej twarzy maluje się wyraz całkowitej rezygnacji i chęć wyparowania z tej planety na zawsze. Truposzka z obrazu trzyma brudny wałek, z wdrapującymi się na niego robakami, a dookoła niej piętrzą się sterty na oko śmierdzących skarpet.
Uznanie dla umiejętności malarskich i dla spostrzegawczości mamy wzrasta w oczach Truposzki . Nikt nie potrafiłby tak uchwycić Trupiego, męczeńskiego wyrazu twarzy.
- Za karę masz to powiesić w swoim pokoju – rodzicielka zaczyna się śmiać, a truposza stwierdza, że jednak coś po tej swojej mamie ma.
Drugi obrazek przedstawia dwa pomieszczenia: toaletę i przedpokój. W toalecie przesiaduje ich pies Tygrys z czarno-białą gazetą w łapkach i z zadowoleniem na pyszczku, a  przed drzwiami toalety siedzi Jasiek, sądząc po jego wyrazie twarzy- z nagłą potrzebą.
 Truposzka na widok malunku zaczyna się śmiać, a gdy dowiaduje się, że ów obrazek ma znaleźć się w pokoju brata prawie się dusi z uciechy. Jasiek posyła siostrze nienawistne spojrzenie.
- A jeśli nie powieszę to co? – mówi podejrzewając jaka będzie odpowiedź.
- Z chęcią zrobię takich więcej i porozwieszam po całym domu.
Kto by się spodziewał, że tak niewinnie wyglądająca osoba jak ich mama, może tak perfidnie szantażować swoje jedyne dzieci. Gosia wzdycha i wędruje do swojego czarnego, ciemnego niczym grobowiec pokoju. Wizja śmierci nie jest dziewczynie straszna, bo jak nie patrzeć mieszka w czymś na wzór trumny. Czarne ściany, czarne łóżko… białe zasłony i białe meble (tanie, ale efektowne) pokryte starannymi, czarnymi obrazkami. Jeden z nich przypomina karykaturę braciszka uciekającego przed dwudziestoma, wściekłymi potworami. Inny za to przedstawia tańczące kościotrupy. Większość jednak to starannie narysowane, różnego rodzaju skrzypce. Truposzka pada na łóżko i zastanawia się gdzie mogłaby powiesić dzieło mamy.
Wtem do pokoju wchodzi coś czego na tym świecie nie powinno być, a mianowicie Jan w całej swej szkaradnej okazałości.
-Siostra, pożycz dwie dychy – szczerzy się ukazując białe, równiuteńkie zębiska.
- Nie, bo nie oddasz – Truposzka patrzy na niego spode łba, myśląc, jakby tu tego parszywca przegonić.
- Ej no weź… Tym razem jest mi to potrzebne. Jesteśmy rodzeństwem, a  rodzeństwo powinno się wspierać.
- Nie przyznaję się do ciebie – Dementorka udaje, że czyta mitologię Parandowskiego.
- Yyyy! – Jasiek teatralnie pokazuje zdziwienie i niedowierzenie – Ale, jak to!? Przecież ja tak ciebie kochaaaaam…
Truposzka unosi się upiornym śmiechem. Jej twarz przyjmuje kolor zupełnie dojrzałego pomidora, a brzuch trzęsie się jakby w śmiertelnych spazmach. Dziewczyna nie może wziąć oddechu. Krztusi się, robi się biała jak ściana, po czym znów zanosi się śmiechem.
- Jan wychodzi! – brat naburmuszony opuszcza pokój, choć zbytnio nie zdziwiła go reakcja tego potwora, który zwie się jego siostrą. 
. . .
Co za małe nieporadne stworzonko przemieszcza się tymi chodnikami? Takie rumiane jakieś, piegate, uśmiechnięte, z krzywymi siekaczami, z dużymi szarymi oczętami otoczonymi długimi czarnymi rzęsami, stworzonko z nadmiarem energii, z brakiem podzielnej uwagi, jeżeli coś może mieć brak, i… z chwilowym mętlikiem w głowie. Patrzy przed siebie, cudem omijając latarnie i szybko przemieszczające się obiekty chodzące. Ojej… nasze stworzonko wpadło na obładowaną zakupami kobietę. Ale nic się na szczęście nie stało. Przynajmniej się odmyślił - że tak powiem - ten nasz nieporadny ktoś. Wspina się na nowiutkie wybetonowane schody, otwiera drzwi wejściowe. Biegnie na drugie piętro, przypomina sobie numer znalezionego mieszkania. W końcu mrużąc  oczy, gestem niezdecydowania  naciska biały, wydrapany dzwonek.
. . .
Origami jest sztuką cierpliwości, skupienia, opanowania i spokoju. Myśli koncentrują się na palcach i trzymanym w dłoniach kawałku papieru, na niczym innym. Jeśli ktoś zadzwoni do drzwi w momencie gdy przylepiasz papierową kokardkę, do papierowej dziewczynki to masz prawo się zdenerwować. Zwłaszcza gdy wyrwany z transu, nieumyślnie przyczepisz kokardkę w miejsce najmniej do tego odpowiednie, substancją wysychającą w cztery sekundy. Wtedy kipiąc ze złości, zdenerwowany podchodzisz do drzwi, otwierasz je i mówisz:
 - A ty do kogo?
Jasiu patrzy podejrzliwie na zawarczykowaną, niepewnie uśmiechającą się dziewczynkę. Co u licha robi tu ta… osoba?
-Ja? Znaczy się… Czy tu mieszka Małgosia? Czy pomyliłam mieszkania? Często zdarza mi się mylić mieszkania… - ktoś przerywający ceremonię klejenia, nie może wyglądać tak niewinnie, oj nie.
- Małgosia? No… Tak, tak mieszka tutaj. A ty, to kto? Znaczy się kto do Gosieńki kochanej.
-Ja?
- Tak ty. – Jasiek patrzy zdziwiony na powód swej origamowej klęski.
-Ja to Helenka… znaczy Hela. W pełni Helena.
-To świetnie! Naprawdę się cieszę – chłopak uśmiecha się sarkastycznie- ale co cię tu Heleno – tutaj przesadnie podkreśla to urocze imię -kochana sprowadza, jeśli mogę wiedzieć.
-A Ty to kuzyn?
- Powiedzmy
-Acha… No ten.. Gosia to moja koleżanka z klasy i ja przyszłam do niej żeby… pożyczyć… ten, ekhm. Zeszyt z matmy! Właśnie, zeszyt z matmy. – Helenka patrzy zakłopotana na Jasia. Nie spodziewała się zastać u Gosi wysokiego, wygadanego blondyna, o wyćwiczonym, biało zębnym uśmiechu i wesołych oczkach. O nie, na pewno. Jednak Helenka, to Helenka. Szybko przezwycięża nieśmiałość i zaczyna swój monolog – wiesz. Gosia mówiła mi, że nie ma brata. Więc się zdziwiłam, że cię zobaczyłam, no bo… Gosia nie ma brata. W ogóle to ona uratowała mi palca. Jest naprawdę fajna! A czy zastałam ją w domu?
- Oj nie… niestety… Jakby ci to powiedzieć. Małgosi już nie ma… - Jasiu zastanawia się co miało znaczyć „Gosia nie ma brata”. Czy siostra aż tak się go wstydzi? Domyślał się, że przepisywanie się z każdej szkoły do której chodził było lekko podejrzane, ale to co robiła… przechodziło granice zdrowego rozsądku.
- Jak to: już jej nie ma?! Cco się stało?! – Hela przyjmuje minę smutnego kociaka po udarze mózgu. Czy Truposzka…
- W domu jej nie ma, oczywiście. A wiesz co? Przypominam sobie coś. Helenka. Gosia mi dużo o Tobie opowiadała – Jasiek przybiera jeden z najbardziej chytrych uśmieszków na jaki go stać . Oj, on już pokaże siostrzyczce kochanej co potrafi. Widać, że osóbka, którą ma przed sobą, nie jest materiałem na dobrą towarzyszkę Małgorzaty, więc… - mówiła, że jesteś taka wesoła ,że fajna z ciebie koleżanka i w ogóle. Normalnie miałem jej czasami dosyć jak tak o tobie ględziła. – Kłamstwo ma krótkie nogi, kłamstwo nie popłaca, ale czasem…
- Serio?!- Hela otwiera szeroko oczy. Gosia ją lubi? Ale jak to? Ta Gosia?! Czyli jednak opłacało się śledzić koleżankę pod same drzwi jej mieszkania. Spójrzmy prawdzie w oczy, Truposzka za Chiny nie podała by swojego adresu zamieszkania. A tutaj coś takiego!
- Oczywiście – Jasiu kładzie teatralnie rękę na sercu. – Nawet wiem gdzie teraz się znajduje.
- A gdzie?
- W kawiarence „music cafe” jak znam życie. To taka jej dziwna tradycja. Jak chcesz mogę cię tam zaprowadzić.
- A to daleko?
- Cztery przystanki stąd. Przy szpitalu. Mogę z Tobą iść. I tak nie mam nic do roboty – zemsta na siostrze należała zdecydowanie do jego ulubionych zajęć, zwłaszcza jeśli okazja by się zemścić przychodziła mu pod same drzwi mieszkania.
- Aaaa… No nie wiem… To byłoby dziwne.
-A tam, bzdury. Tak w ogóle na imię mi Jan.
-Ooo… jak słodziutko. Jaś i Małgosia – Hela kładzie swoje małe raczki na policzkach i patrzy wesoło na Jasia od Małgosi.
- Ej… Wcale, że nie.
- Ależ tak! – Dziewczynka wykonuje piruet – Chyba mogę się z Tobą przejść. Ale na pewno?

- Na pewno, na pewno - oj, zemsta będzie słodka!

No to tyle :) Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet (wszystkim kobietą oczywiście ^^)