.navbar { display:none; }
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Profesorów z wydziału odmóżdżologii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Profesorów z wydziału odmóżdżologii. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 czerwca 2014

Jedenastu podejrzanych

Witajcie kochani czytelnicy! (po dwóch tygodniach...)
Tak w głębi duszy to wiem, że wcale nie gniewacie się z mojej długiej nieobecności. Ale powiedzmy, że to były najgorsze dwa tygodnie w Waszym życiu i czujecie niewysłowioną ulgę z mojego powrotu. Taaak! Ja też się cieszę, że Was widzę (tylko ja naprawdę ^^)
Kilka dni temu w nagłym olśnieniu (i żeby był ich jak najmniej! :D) usiadłam na mym zacnym zielonym krzesełku, wyciągnęłam z drewnianej szufladki zeszyt i  ołówek, po czym zaczęłam sporządzać notatki. Przez dwadzieścia minut tkwiłam w oknie, przypatrując się zza firanki ludziom. Było ich mnóstwo i... nie znałam prawie żadnego, a mieszkam tu od 14 lat! To przerażające... Otaczają mnie obcy ludzie, brrr! A oto i oni:

Osobnik numer 1: Ognistowłosa, młoda kobieta, dusząca się w kwiecistej chusteczce. Przykłada do ucha telefon i z kimś żywo dyskutuje. Ubrana na bogato, z otwartą torebką trzymaną w prawej dłoni. Wchodzi do klatki schodowej.

Osobnik numer 2: Ma na sobie zadbane ubranie o ponurym kolorze i szarą czapeczkę z daszkiem, spod której wystają kępy siwych włosów. Mężczyzna  zwiesza głowę na kwintę, od czasu do czasu spogląda za siebie i w milczeniu szura nogami... aż serce się kraja! W końcu taki zasmucony wchodzi do klatki.

Osobnik numer 3: Chodząca elegancja. Ręce założone na plecy, dostojny krok, kremowy płaszczyk i spodnie, buty ze skóry, albo i nie ( w każdym razie wyglądają drogo), a głowa, przystrojona siwą czupryną, dumnie uniesiona do góry.  Elegancja, elegancja i jeszcze raz elegancja. Jedno tylko nie pasuje w tym wcieleniu kultury, dlaczego mężczyzna ciągle nerwowo spogląda na klatkę schodową ?


Osobnik numer 4: Oglądaliście kiedyś amerykański serial "Pretty Litle Liars"? Występowała tam podejrzana postać w czerwonym płaszczu, prawdopodobnie prześladujące cztery dziewczyny - A. I wyobraźcie sobie, że przed moim blokiem z rękami w kieszeniach szła kobieta w takim właśnie płaszczu. Miała na nosie okulary i powoli wchodziła do klatki schodowej. Co kryje się za tą niepozorną twarzyczką, hm? Może i ona ma kogoś na sumieniu?


Osobnik numer 5:  Spaceruje tuż pod oknami. Głowę ma zadartą do góry, na nosie czarne, kwadratowe okulary i tegoż samego kształtu szczękę i nos. Białe włosy jakoś mi do tego osobnika nie pasują, a jednak takie rosną na jego głowie. Niepokojąca jest otwarta buzia i przeszywający mnie wzrok... Tak, patrzył centralnie na mnie, prosto w oczy, a przecież ukryta byłam za firanką, hm...

Osobnik numer 6 i 7: Kobieta z dzieckiem, dziecko rozpaczliwie ciągnęło ją w kierunku schodów.

Osobnik numer 8: I tutaj zbiorowe "ooo", jak trochę się rozejrzysz zobaczysz niecodzienne rzeczy. Chłopak w czerwonej bluzie  biegnie do klatki schodowej z ogromnym różowym bukietem, uśmiecha się sympatycznie jak gdyby nie mogąc się doczekać reakcji osoby, której wręczy kwiaty.

Osobnik numer 9:
Tutaj małe wprowadzenie. Przed blokiem mamy specjalne... pomieszczenie (?), w którym znajdują się kubły na śmieci, trzeba mieć do tego pomieszczenia specjalny kluczyk, by móc śmieci wyrzucać. 
I właśnie stamtąd  wychodzi mężczyzna z workiem na śmieci. Zaznaczam - Wychodzi ZE śmietnika z workiem na śmieci. Tak, wiem takich ludzi jest mnóstwo, ale coś mi się nie zgadza. Ten pan jest bardzo schludnie ubrany, a na ręce widnieje mu porządny zegarek.. hm? Może właśnie dostał wiadomość, jak zawładnąć światem?

Osobnik numer 10: Mężczyzna w czarnej kurtce zamaszyście poruszający ramionami. W zawrotnym tempie przemierza chodnik.Dlaczego ma kaptur na głowie???

Osobnik numer 11: Policjant z białym notesikiem, czyżby te osoby miały ze sobą jakiś związek? Może obserwowałam tajny gang i oni przyjdą po mnie? Dam, dam, daaaam...

Jeśli będzie Wam się kiedykolwiek nudziło zachęcam do takiej właśnie zabawy, co prawda jak określiła moja koleżanka "to chore", ale,  no... zabawne ^^

A teraz coś zupełnie z innej beczki. Czytałam ostatnio książkę Ewy Nowak (może znacie?) "Krzywe 10". Autorka jest fanką Kaczmarskiego i umieściła tam jego śliczną, zastanawiającą piosenkę. Aż człowiek zaczyna myśleć sobie, czy i on nie jest "sprzedającym siebie" grajkiem... A oto i ona (sama czytałam bardzo wolno, żeby dokładnie zrozumieć - co często mi się nie zdarza) :

Grajek flet drewniany miał,
Na zamku raz koncert swój dał.
Król w nagrodę za piękną grę -
Dał herb mu i uśmiechnął się.
- Nie chcę herbu Jaśnie Panie -
Grajek rzekł zdecydowanie -
Gdy w kieszeni herb będę miał,
Coraz więcej wciąż mieć będę chciał -
Cały świat opuści mnie -
Świat mi powie - sprzedałeś się.

Skromna, biedna kapliczka ma,
Zbyt nędzna i szara się zda.
Już nie ugnę swoich nóg,
Gdy zgromi mnie z kościółka Bóg.
Mszy zapragnę zamawianej,
Mszy w katedrze odprawianej -
Gdy już będę z Biskupem na ty,
Gdy odpuści mi grzechy i sny -
Cały świat opuści mnie -
Świat mi powie - sprzedałeś się.

Izba ma, gdziem przyszedł na świat,
Okaże się celą bez krat.
Pryczę swą, gdzie pchły gryzą w brzuch -
Zamienię na jedwab i puch.
I zamienię moją norę
Na szlachecki zgrabny dworek -
A gdy dwór ten już będę miał,
Coraz więcej wciąż mieć będę chciał
Cały świat opuści mnie,
Świat mi powie - sprzedałeś się.

(...)

Grajek, co drewniany flet miał
Zbiegł z zamku, gdzie koncert swój dał.
Bez zaszczytów, herbów i szat,
Bez sławy powrócił w swój świat.
Do swej chaty, do rodziny,
Do swych przodków, do dziewczyny,
Nikt nie powie o nim źle,
Nikt nie powie, że sprzedał się.
Wy osądźcie, bo to nie żart,
Ile dzielny ten grajek był wart.


Pozdrawiam serdecznie (w przygotowaniu kolejny rozdzialik Truposzki ^^), o i chciałam podziękować! W ostatnim poście dostałam rekordową ilość komentarzy, omal zawału ze szczęścia lub zdziwienia nie dostałam, zadziwiacie mnie!

wtorek, 20 maja 2014

Uśmiech proszę!

Jestem, już jestem ^^

Pisząc pierwsze słowa jeszcze nie wiem o czym będzie post, ale wierzę, że za chwilę się dowiem, czekam na jak to się mówi - natchnienie! 
To zdanie pisałam kilka dni temu, natchnienie przyszło, chciałam opisać jak  smutne są ostatnio dni takie szare, ponure i mokre. Chciałam trochę ponarzekać na barok, choć prawdę mówiąc ciekawa ta epoka, chciałam poskarżyć się na wizję śmierci, która mi na polskim nieustannie towarzyszy, na Andrzeja Morsztyna i jego sonet "Do trupa", ale następnego dnia wyjrzało słoneczko!  "Nie wytrzymam" powiedziała pogoda drapiąc się z namysłem po brodzie "jedyne wyjście to ustąpić inaczej będę musiała zmienić adres tyle tych zażaleń w mojej skrzynce!".
Niestety wraz ze słońcem przyszedł egzamin z fletu poprzecznego, konkurs o zdrowiu, sprawdzian z biologi... Brr... Mogło być gorzej, ale ja już chcę wakacje!

A teraz maleńki apel - uśmiechajcie się drodzy czytelnicy, uśmiechajcie się kiedy jesteście smutni, szczęśliwi, znudzeni, zrozpaczeni - zawsze, zawsze, zawsze, bo to podobno poprawia nam samym humor. Tak jakbyśmy wmawiali sobie, że jesteśmy w dobrym humorze aż w końcu w jakiś pokrętny i zawiły sposób jesteśmy! Śmiejmy się i tańczmy jak w tych baśniach, a będzie nam wesoło.
"Halo, halo ziemia, odbiór" tak wiem, tak się nie da, pewnie niektórzy z Was patrzą teraz krzywo w ekran, ale... no, dlaczego by tak miało nie być? Dlaczego nie moglibyśmy tańczyć i śpiewać? "Zaraz Ci powiemy - praca, odpowiedzialność, szkoła!"... Oj tam, oj tam przymknijmy na to oko... "jak przymkniemy będzie bezrobocie, zapanuje chaos!", i marzenia prysły jak bańka mydlana! :C

Źródło

Czytałam ostatnio trochę baśni (w nawiązaniu do tańczmy i śpiewajmy) i zauważyłam, że tam jest milion królewiczów i księżniczek, dlaczego? To ile tam jest obywateli? Tam panuje bezprawie i chaos!
Zauważyłam również, że ci "dobrzy" bohaterowie nie zawsze są dobrzy! Jeden bohater zabił swoją złą matkę - powiedział, jej że zaraz przyjdą ją zabić, więc się powiesiła - by jego przyjaciel miał gdzie mieszkać a mianowicie w zamku złej matki. To POTWORNE!
Do tego jest tam mnóstwo podstępnych "dobrych" zwierzątek, które pomagając swym druhom niszcząc życie innym, to też nie jest fair!
W innej baśni szczęśliwym zakończeniem było zamarznięcie na kość złej przyrodniej siostry głównej bohaterki i macochy - co to za świat, ten bajkowy, uroczy świat? Czego my nie wiemy o Czerwonym Kapturku, Śnieżce, Śpiącej Królewnie, Roszpunce? Może mają jakąś mroczną przeszłość? Może Czerwony Kapturek to światowej sławy przestępca, który zdradził swego pomocnika - niejakiego Wilka. Czerwony Kapturek chciał wyciągnąć siłą od swojej babci testament, ta się nie zgodziła więc wilk ją zjadł z nerwów, i przy okazji Czerwonego Kapturka (niechcący), ale znalazł ich myśli uratował "niewinną" dziewczynkę i jej babcię, a Czerwony kapturek wymyślił bajeczkę, że ją Wilk zaatakował, a ona go nie zna. Więc jego wsadzili za kraty, a Czerwony kapturek okrada babcię!
Hm? a może baśnie oparte są na faktach???


Nie będzie mnie ponad tydzień gdyż jadę na wycieczkę nad morze - Trzymajcie się więc :)


środa, 7 maja 2014

Biblioteka i Bibliotekarz, czyli możecie mnie zastrzelić

Heeeeej...
To się popisałam,  nie ma co! Odeszłam na okrągłe dwa tygodnie i wracam jakby nigdy nic, wybaczcie! W trzech czwartych nie było to moją wina, ale... dwadzieścia pięć procent to zwykły leń i chęć odpoczynku, ale nadrobię zaległości, naprawdę! Przyjaciółka skutecznie (choć może o tym nie wie) mnie ku temu nakłoniła. "Nie zamykajcie kotu drzwi pozwólcie tu pozostać mi" jak głosi piosenka z chóru ^.^ Nie miałam pomysłu na posta więc zajrzałam do Kalendarzyka, a tu proszę! Nie ma żadnego święta, aż się we mnie zagotowało. No to wybiegam jeden dzień do przodu: Święto Bibliotekarza i Biblioteki
Bibliotekarz to bardzo specyficzna postać. Czytałam wiele książek i nigdy nie spotkałam się z dwoma podobnymi pracownikami biblioteki . Nie wiem skąd się to bierze, może jest to sprawa romantyczna: książki zmieniają duszę człowieka, bo wiadomo, że nie ma w dwóch bibliotekach takich samych pozycji. Ych... Jednak nie przepadam za romantycznymi rozwiązaniami! To na pewno co innego...


Zauważyliście, że najwięcej jest bibliotekarek? Ja się zastanawiam dlaczego Może dlatego, że  kobiety ( ok 80%!) nie przepadają za pracami związanymi z naukami ścisłymi. Wybierają więc wielogodzinne obcowanie z książkami. Albo, albo... Bibliotekarki są lepsze - tak, to na pewno jest to! Okej, okej... popadam w feminizm. Przyznam się jednak, że sama nie uważam pracy w bibliotece za złą, nie rozpaczałabym siedząc kilka godzin wśród przepełnionych regałów znając każdy ich centymetr kwadratowy.  Musi być to magiczne uczucie! Tym bardziej, że kocham książki! Mogłabym o nich gadać godzinami. Uwielbiam ich zapach, fakturę, wszystko. I ze szczególną uwagą czytam podziękowania - w sumie nie wiem dlaczego. Ostatnio zaczęłam doceniać pisarzy z krótkimi podziękowaniami. Wtedy one wydają mi się takie... prawdziwe. Ktoś dziękuje tylko tej małej grupce osób, której naprawdę chce podziękować. Nie to co te trzystronne wyrazy wdzięczności: "dziękuję redaktorowi", "pani która napisała kropkę w 342 stronie, gdyż inny tego nie zauważył", "Janowi Kowalowi, który prosił mnie żebym mu podziękowała". No cóż... każdy ma inne odczucia. Ale przechodząc do tematu:

Zawsze chciałam mieć taką ogroooomną bibliotekę w której regały sięgają sufitu i trzeba jeździć drabiną by zdjąć którąś z pozycji.... Ach, ale nie wiem czy by to wypaliło. Niektórzy osobnicy w moim domku co trzy tygodnie zmieniają ustawienie książek, to by się narobili z taką biblioteką!!!

Czy wierzycie w tajne przejścia w waszych szkolnych bibliotekach? Jestem pewna, że gdy podniosę jedną z pozycji na regale "dla nauczycieli" otworzą się przede mną tajne wrota! Trzeba kiedyś to sprawdzić! Oj tak! Nie wierzę, żeby nasz bibliotekarz nie krył mrocznego, książkowego sekretu...




O matulku, ale post napisałam! Hihihi... To się się nazywa brak weny! Możecie mnie zastrzelić, zezwalam. Tylko poczekajcie sporządzę testament... Jeśli przeczytaliście to nazywacie się "wiernymi czytelnikami", naprawdę... 

Pozdrawiam serdecznie!




środa, 23 kwietnia 2014

Trzeba opowiedzieć kawał!!!

A teraz taka mała zabawa! Hihi... Spójrz w bok drogi czytelniku, ej, ale naprawdę to zrób! Nie, nie patrz w ekran nie czytaj dalej, tylko rozejrzyj się. Otóż to, łaaadnie. I co teraz sobie myślisz, hm? Postaram się wgłębić w Twój umysł. Teraz sobie myślisz "ciekawe co wymyśli", albo "co sobie teraz myślę?" Zgadłam? Nie? Albo stwierdzasz, że z psychiatryka piszę...
No to teraz zamknij oczy na pięć sekund. I znów tego nie robisz! Zamknij je. No i co z tego, że tego nie widzę? To Cię drogi czytelniku do niczego nie upoważnia. No co Ci szkodzi? Jej! Zamknąłeś te oczyska. Czy nie? Buntujesz się. Ach... I co tu zrobić? Dobra, dobra nie patrz się tak na mnie! Widzę to Twoje zmartwione spojrzenie. Nie masz się czym martwić! Czy Ty się śmiejesz, ej! Drogi czytelniku, natychmiast przestań się uśmiechać! Ty się nie uśmiechasz? Jesteś znudzony? To jeszcze gorzej! Mam przestać? Ach tak?  Zraniłeś moje małe, niewinne serduszko :C
No więc jak się teraz czujecie? Czy nie zmaterializowałam się u waszego boku? Czy nie wydawało Wam się, że wlepiam w Was oczy? Nie? Czy tak? Pisząc to czuje się lekko dziwnie. Jakbym próbowała wybiec w przyszłość... ^^


Wybrałam się kilka tygodni na spacer z pieskiem i wyobraziłam sobie, że nad budynkami, na niebie jest wyświetlony ogromny napis. A raczej duża liczba. Pokazuje ona ile w danej chwili żyje ludzi na Ziemi, co do jednego. Gdy ktoś umiera zmniejsza się o jeden,a gdy się rodzi to zwiększa. Wstajecie rano, przecieracie oczy i wyglądacie przez okno. Widzicie jak liczba maleje. Ogarnia was smutek... Właśnie ktoś umarł! I nagle zwiększa się o dwa... I tak przez wszystkie dni, nie opuszcza was myśl, że gdy bawicie się, śmiejecie, ktoś odchodzi z tego świata na zawsze... Tam, dam, daaaam... Albo gdy ogarnia was przemożny smutek, uśmiechacie się na samą myśl o tym, że w każdym kraju rodzą się dzieci :) Niestety wyobraźnia mnie poniosła. Może to nie wyobraźnia, tylko złośliwy chochlik, który faszeruje mój mózg zupełnymi bzdurami.
Szesnastoletnia dziewczyna gapi się w niebo, nagle liczba zaczyna gwałtownie maleć... Tysiącami, setkami tysięcy, milionami, miliardami, aż w końcu błyszczy się tylko jedna cyfra: 1.

Coś ponury ten post! Znaczy taki... no... niewesoły! Trzeba opowiedzieć kawał, ale... nie znam za wiele kawałów... No to wesołe cytaty powstawiam! :

"Archeolog wymarzony mąż - im kobieta starsza, tym bardziej się nią interesuje" 
Agatha Christie

"Pewnego dnia - a mógł to być wtorek, bo wtorki są dość często" 
David Benedictus 

"Nie wychodząc stąd, raczej trudno będzie wam znów tu przyjść" 
Astrid Lindgren


No to co? Trzymajcie się!

czwartek, 24 października 2013

Masełko maślane, różowy róż

Co rusz słyszę "Masło maślane, masło maślane..."- człowiek może zwariować! Pomylisz się od razu słyszysz "to jak masło maślane". Phi! Człowiek ma prawo do pomyłek. No... Może lepiej nie nadużywać ich na j. polskim, ale... i tak ma prawo! Oto zbiorek moich "masełek" :3




Oparty na prawdziwych faktach- ulubiony przykład nauczycieli... " nie, nie... Jak może być prawdziwy fakt ?". No, ale przecież tak mówią w telewizji! A my oglądamy telewizję! Nawet kiedyś koleżanka powiedziała mi, że za dużo czytam książek, a za mało gapię się w ekran.

Pójdę się przejść- To wyciągnęłam od niejakiej Laury z "Jeżycjady". Czytaliście może?

Szybko się spieszyć- Ja to powiedziałam? W każdym razie może znaczyć to tyle co bardzo się śpieszyć. Więc co w tym nie tak? Dooobra wiem, ale ponarzekam sobie. 

Mały maluch- to jeden z tych... łatwych do wymyślenia "masełek" :3

Poświęcić ofiarę...

Cofnąć się do tyłu

Skoczyć do góry

Osiągnąć sukces

Nowa nowość

Silna moc

Niegłupi mądrala


A teraz z innej beczki. Zostawiam na chwilę masło. Przejdźmy do... sama nie wiem czego (nie, nie do Lorda Voldemorda) :o 

- Sucha Beskidzka nie jest sucha!

-  Woda jest za mokra!

- Dzieci są za dziecinne!

- Wiatr jest za wietrzny.

Jak nie macie na co ponarzekać to możecie sobie w ten sposób pomarudzić :D 


No to co... Do zobaczenia ;)

Mój nowy baner! Zrobiła go dla mnie Ola. Dziękuuuję! Jest śliczny!



piątek, 18 października 2013

Postos o językos

Piątek wieczór- czy nie ma lepszej pory na pisanie? W soboty zawsze coś wypadnie, w niedziele tradycyjnie spotkanie z najlepszą przyjaciółką, poniedziałek, wtorek nie dają mi chwili wytchnienia tak jak środa i czwartek. Pewnie odrobinkę dramatyzuję, bo godzinka się znajdzie- ale to nie na moje nerwy pisać ,kiedy mogę odpoczywać.

http://pl.123rf.com/photo_1906123_kolumny-w-karnaku-temple-luxor-egipt.htmlChyba ta szkoła może się do czegoś przydać. Do napisania np, posta. Bo gdzie znaleźć wenę jak nie w pełnym osobowości budynku? Zauważyłam, że jak tej weny szukam to jej nie znajduję, a jak zupełnie o niej nie myślę, dopada mnie. To miłe z jej strony^^ Dzięki niej, Patrycji, Marzence i Marcie powstaje ta krótka notka :D
Po lekcji polskiego nie mogłam odpędzić się od tych wszystkich starych nazw: prologos, stasimon, exodos, parados, orchestra, theatron... Siadłam sobie na ławce i tak o nich ględziłam. Spostrzegłam wraz z koleżankami z 2 gim. że dużo tych starych słów kończy się na "os". Ten grecki język był na prawdę pokręcony! Wszystko musiało brzmieć tak wzniośle. Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie się tamtym językiem posługiwali. "Prologos" zamiast prolog... I tak oto w przypływie głupawki zaczęłyśmy pleść w "greckim języku" : "Sofolkos napisałos Antygonos", "Zębos w gębos", "kozos w nosos", "batonikos w rękos", "Stasios z blondos włosos"... Zajęcie bardzie pasjonujące ^^ Możecie spróbować. Tymczasem pozdrowię Was po "grecku".

Stasios Wasos Pozdrawios


niedziela, 28 lipca 2013

Moja pioseneczka! :p

Muszę Was ostrzec. Post ten jest ociupinkę dziwny i... jeżeli jesteście osobami nadto wrażliwymi to może lepiej zakończcie czytać teraz. Jeżeli lubicie się pośmiać i nie wystraszycie się, to śmiało, czytajcie!


O co mi chodzi? Napisałam na koloniach z moją przyjaciółka piosenkę. Tyle, że... Piosenka jest o kanibalizmie. Skąd pomysł? Na stołówce podawali nam ogroooomne kotlety i Laura stwierdziła, że są one robione z ludzi. Według niej ostatniemu turnusowi dosypali coś do herbaty i zamknęli w piwnicach,a potem przerabiali na kotlety, chcąc zaoszczędzić pieniądze... Tiaaa... To zupełnie normalne! Powiedzcie, że tak!!! :D
Ta sytuacja zainspirowała nas do napisania tej oto piosenki. Melodia do niej to piosenka z chóru "Poszłabym ja".

1.Ale mi Cię żal turnusie,
bo dziś leżysz na obrusie.
Dzieci się do Ciebie ślinią
choć się dzisiaj z życiem miną.

2. Na kolacji dzieci  siedzą,
bardzo dużo dzisiaj zjedzą.
Coś herbata nie smakuje,
a kucharka w kuchni knuje.

3. Siekierka się w słońcu błyszczy,
wszystko dookoła niszczy.
Krew zalewa ziemię całą,
utnie dzisiaj główkę małą!

4. Krew się po podłodze leje,
będzie rosół na niedzielę
piwniczki już przepełnione
czas zrobić mięso mielone.

5. Dzieci w piwniczkach już płaczą,
że rodziców nie zobaczą.
Oczka łzami przepełnione,
bo dziś jest mięso mielone.

6. Drzwi się otworzyły z hukiem,
ktoś przestrzelił dziecko łukiem.
Ciałka drżą jak galareta,
to już będzie życia meta.

7. Dziecko więzy rozluźniło,
z hukiem do przodu skoczyło.
Zanim łapy je porwały,
krople deszczu twarz oblały.


8. W lesie ciemno, sowa huczy
Wilk zza krzaka cicho mruczy.
Kuchareczka z nożem w dłoni
przestraszone dziecko goni.

9. Lecz to nic dla zawodowca,
nogi są jak u sportowca.
Dobre trampki nic nie dają.
Zaraz dziecko pociachają!

10. Baba już dzieciaka trzyma,
dziecko swe ciałko wygina.
Pazury się w rękę wbiły,
do krwi tę skórę przebiły.

11. Nagle słychać dźwięk klaksonu,
kucharka zwiewa do domu.
Kierownik manatki zbiera,
już nikogo tutaj nie ma.

12. Gdy przestępcy uciekają
Stróże podziemia sprawdzają.
Wszędzie krew i stare kości
Nikt już tutaj nie zagości.

13. Północ już dawno wybiła
Siekierka dzieci zabiła.
Malec już pod ziemią leży
że nie żyje nikt nie wierzy.

I jak, podoba się Wam? Która zwrotka najbardziej przypadła Wam do gustu? Piszcie w komentarzach :D
Pozdrawiam:Stasia

środa, 24 lipca 2013

Samojazd?

Ach! Długo nie było moich absurdalności- ach długo! I teraz znowu są! Jupi! Czy może "Och nie!"?

Samochód to w sumie ciekawa sprawa. No bo jeździ sobie ten nasz samochód, tak? Więc dlaczego do jasnej ciasnej nazywa się samoCHÓD?! No bo co ma jazda do chodu? Jeżeli jeździ to nie powinien się samochodem nazywać! Trafniejsza nazwa to samojazd, ponieważ jeździ. Więc dlaczego nie nazywamy go samojazdem?! Dlaczego? To proste. Cofnijmy się do zamierzchłych czasów... Pamiętacie Flinstonów? Zamiast silnika ich auto miało napęd nożny. To nogi Flinstona napędzały ów pojazd. Może dlatego samojazd zwiemy samochodem? No dobrze, można się z tym zgodzić. Nazwa pochodzi od praprapraprapradawnych czasów.  To dlaczego synonimem do słowa samochód jest AUTO? Nic automatycznie nie robił. Słowo auto nie powinno być synonimem do słowa samochód tylko do samojazdu, prawda? Słowo "Auto" powinno wyjść z użycia!

Mój artykuł z gazetki szkolnej "sCool" :)

czwartek, 23 maja 2013

Maja przyjaciółka maaaja!

Założę się, że większość z Was chociaż raz oglądała "Pszczółkę Maję". Jeżeli nie to nie sądzę, aby spodobała się Wam teraz. To jak nie patrzeć bajka dla małych dzieci. Pewnie już zapomnieliście większość rzeczy z tej uroczej dobranocki... Np melodię. Melodia jest chwytliwa więc, możecie sobie posłuchać ;)
Na łepetynkę mi padło, ale... No co?! Naprawdę fajna (uwaga! to słowo śmietnik!) pioseneczka... Ech... Na wszystko patrzycie krzywo! Patrząc krzywo możecie posłuchać, prawda? I przypomnieć sobie... słodkie dzieciństwo, przedszkolne dzieciństwo.

                                                       

                                                                Oraz czeska wersja ;-)


sobota, 20 kwietnia 2013

Burak...

Burak jest czerwony i chropowaty. Na osobę gderliwą i skąpą mówimy burak. To znaczy, że burak to osoba? Osobą burakiem, może być Indianin, ponieważ takiego samego koloru jest co te warzywo, prawda? Stary Indianin. Stary Indianin to burak, ponieważ osoby starsze są chropowate jak burak, tak? To znaczy, że burak to Indianin staruszek? A może buRAK, to rak zamieszkujący Amerykę?  Stary rak indianin zamieszkujący Amerykę. SkąPIEC. Burak to w ostateczności skąpiec. PIEC ze skąpca, to znaczy piec skąpca? czyli burak to stary rak Indianin upieczony w piecu skąpca. Albo upieczony w piecu SKĄPanego. Bu-rak. "Bu" mówią duchy... A duch przypomina słowo "duszno". To znaczy, że komuś jest duszno? A jeżeli duszno to się poci...
Podsumowując: Buraki robione są ze starych, pieczonych raków, które przyrządza skąpiec skąpany w pocie.
Ble!

czwartek, 4 kwietnia 2013

Bałwanek i po bałwanku

Zimowa wiosna... Tak można to nazwać. Pierwsza taka wiosna od naprawdę długiego czasu... Zamiast ciągle na nią narzekać wyszłam z kolegą na dwór. Włożyłam gruby szalik, czapeczkę (tą "Od czapy"), nieprzemakalne rękawiczki (które i tak przemokły) i znalazłam się na  placu (nie mylić z placem zabaw!).
W planach mieliśmy lepienie bałwana. Oto i  on :-D






Kolega robił mu dziwne dziury w głowie...





















Potem zaczął w Gienka rzucać i...

I nie zostało z niego za wiele... :-(

środa, 3 kwietnia 2013

Chipsy... Tam, tam, tam!

Wiewiórka jak je to chrupie... Prawda? Chipsy chrupią, więc?
Rozumiecie?
Witajcie :-) Doszłam dzisiaj z pewną osobą do pewnych prawd o czipsach. Podzielę się nimi z Wami czy tego chcecie czy nie :-D No więc tak...
Czipsy są niezwykle popularne wśród dzisiejszej młodzieży, prawda? Ale dlaczego?! Jak by się głębiej zastanowić nie ma nic wartościowego w zajadaniu się nimi!
-Po pierwsze są niezdrowe.
-Po drugie po ich zjedzeniu chce się pić
-Po trzecie piecze podniebienie
-Po czwarte wcale nie są smaczne
-Głośno chrupią i zagłuszają... dużo rzeczy
-No i... eee... wchodzą między zęby!
-Nie najemy się nimi
-W większych ilościach ma się po nich mdłości
Więc dlaczego uwielbiamy je jeść? Czy mają w sobie coś uzależniającego? Macie jakieś pomysły? Ja nie bardzo...


Nie myślcie sobie, że chcę zostać profesorką od zdrowego jedzenia... Nie... No bo bym musiała się zdrowo odżywiać, a to wyklucza niektóre produkty... :p A tak naprawdę to ja chipsy bardzo lubię.

I ostatnia "bardzo ważna" sprawa. Przeczytajcie tytuł tego posta. Zauważyliście na pewno "Tam,tam,tam!". Chodziło mi o muzykę grozy. No wiecie taką jaka jest w przejmujących momentach. :-D

niedziela, 31 marca 2013

Fajnie :)


Dlaczego krowa, zapytacie... Bo jest fajna :-)

Synonimy do słowa "fajne" :

-ciekawy
-interesujący
-ładny
-emocjonujący
-dobry
-niezły
-zaskakujący
-niezwykły
-zabawny
-cudowny
-doskonały
-nowoczesny
-wspaniały
-urodziwy
-przystojny
-fenomenalny
-drogi
-oryginalny
-sympatyczny
-modny
-śmieszny
-kosztowny

Pewnie znalazłoby się jeszcze więcej...
"Fajny" to słowo... zagadka! Powiesz komuś, że mój blog jest fajny (mam taką nadzieję...) i niewiadomo co ten ktoś o blogu mym sobie pomyśli...
Ciekawe skąd wziął się ten przymiotnik? Od fajki?
Chodź pójdziemy na fajkę! Będzie fajnie... ????????
Może tak kiedyś mówiono? Ja tam nie wiem...

niedziela, 17 marca 2013

"Matematyka słów"

Oto artykuł napisany przeze mnie w szkolnej gazetce:

Można powiedzieć, że każda litera odpowiada jakiejś cyfrze. Jak powiemu J-E-D-E-N to tak naprawdę mówimy 1376717? Czyli jak mówię "Mam  TRZY latka" twierdzę, że mam24212827 lat??? Czyli sto lat to tak naprawdę mniej niż trzy. Czyli starsza pani mająca sto lat ma 232419 lat. To znaczy, że mylimy się mówiąc mam trzy lata, bo tak naprawdę mamy B lat. Czyli pani mająca sto lat powinna mówić "mam..." Właśnie! Możemy dodać jakąś litere do naszego alfabetu, np. q. I teraz pani mająca 100 lat mówi "Mam aqq lat".
Jeśli mówimy bobasowi " A ku ku!", a on pęka ze śmiechu i się bardzo z tego powodu ślini (nie wiedząc dlaczego...), to mówimy mu "sto". I co w tym śmiesznego?! Ma A lat, a już się uczy matmy. Dobra, z tymi nazwami cyfr to sam kłopot...
Gratuluję wszystki czytelnikom tego posta, którzy zrozumieli o co chodzi. Oczywiście w tym alfabecie nie wystąpiło X. Ci co zrozumieli ten artykuł zrozumieli również tę informacje.
Mam nadzieję, że przez ten tekst nie przestaniecie lubić matematyki.

sobota, 23 lutego 2013

Normalne czy nie???

Normalność- to stan który nikogo nie zaskakuje , nie zwraca niczyjej uwagi…
Nie wiem czy taka definicja jest dobra. Norma to pojęcie względne. Kogoś nie zdziwi fakt, że powiedzmy nastolatki się perfumują, ale dla takich no nie wiem… Dla np. Afrykańczyków coś takiego jest bezcelowe! BEZSENSU. Czyli nienormalne.  To znaczy , że to jest normalne, czy raczej nienormalne? Powinniśmy ustalić sobie międzynarodową normę. Teraz powiedzmy normą jest, człowiek który dla zabawy wskakuje do akwarium z rekinami. Co wtedy jest nienormalne? Taka sytuacja:
Dziewczynka piecze sobie kiełbaski, ale stoi nie za blisko ogniska.
- Dlaczego stoisz tak daleko ogniska?- pyta jedna z dziewczynek- jesteś nienormalna!!!
Po chwili zauważmy, że tej dziewczynce płonie trampek…
Dziewczynka miała rację. Przecież to było najzupełniej nienormalne, stanie daleko ognia, to jest przecież dziwne :-D.
Moim zdaniem dziwne ( inaczej chm… nie normalne) jest kiedy dziewczynki farbują swoje włosy na zielono, a w nosie mają pięć kolczyków. Ale dla nich i dla ich kumpeli J to jest normalne.
Po tym poście można zauważyć, że dużo przymiotników działa w ten sposób:
Piękny, dziwny, szalony itp.
Ktoś powie, że ktoś inny jest np. ładny. I to nie jest przyjemne. Przypomina nam w ten sposób, że są osoby, które myślą o nim/ niej  „brzydal”, „brzydula”… To takie smutne!!!

poniedziałek, 18 lutego 2013

Kostka do gry

Tutaj mam dla Was ciekawostkę.
Kostka do gry ma pewna tajemniczą właściwość. Jeżeli kiedyś wyrzuciłbyś kostkę i wypadłoby np. trzy (3) to wiesz, że po drugiej stronie kostki będzie NAPEWNO cztery (4). Kiedy wyrzucisz 6 to po drugiej stronie będzie 1, kiedy 2 to 5. Rozumiecie?  Oto matematyczny wniosek:
X- numer po drugiej stronie kostki.
 Y- numer który wypadł na kostce
7-Y=X lub X+Y= 7
po ludzku:
 Po drugiej stronie kostki musi być liczba taka aby ta która nam wypadła razem z tą pod spodem miała SIEDEM.

Sztuka mówienia...

Jest jedna pewna mało znana sztuka mówienia... Jest ona odmóżdżająca i tajemnicza. Kto wie... Może to ona ukazuje kim naprawdę jesteśmy...
Sztuka ta jest nieprzysfajalna dla ludzi za mocno trzymających się gruntu, to jest coś dla... praktycznie wszystkich nie licząc tych od gruntu. Nie chodzi o górników... Oni też mogą używać tego typu mowy chociaż tak wiem są od ziemi. (Tak a propos tu taki kawał:Co robi górnik po śmierci?Trzy dni urlopu i znów pod ziemię). Sztuka to mogła zrodzić się już dawno temu np. u ludzi chcących obronić się przed dużą dawką wiedzy.
"Drzewo to roślina osamotniona wertująca każdy  skrawek ziemi w celu uzyskania płynu korzennego. Słońce jest jej naturalnym sprzymierzeńcem a elfy mogą się tylko przygladać ich wzrostu. Smoki nie lubią jak je się denerwuje może dlatego drzew jest tak dużo? W Indi drzewa są nadzwyczaj popularne w Europie też. Drzewa sa powrzechnie znane ludzkości już od zarania dziejów. Co powoduje taki spadek temperatury pod korą tych istot. To zapewne termity, to się biedaczyska namęczą, hipertutry też nie leniuchują. Już od dawna brały się za litniki to jest po języku średniowiecznym liście..."
Tu sprostowałam taką wypowiedź. Jeżeli mówi to ktoś szybko nikt się niezorientuje, że to jest stek bzdur! Na czym polega ta dziwna sztuka mówienia? Mówisz to co ci wpadnie do głowy. Jak to zrobić? Nie myśl o tym co mówisz! I już!

czwartek, 3 stycznia 2013

Znieczulenie na znieczulenie na znieczulenie?

To jest bardzo zastanawiające... Znieczulenie na znieczulenie. Mam koleżankę, która naprawdę miała znieczulenie na znieczulenie. Nie będę podawać szczegółów jej wypadku ( był naaaprawdę straszny), ale powiem co było dalej. Potrzebne było znieczulenie na wbicie znieczulenia ,taką ooooogromniastą igłą! Ale jeżeli znieczulenie na znieczulenie też by bolało? To trzeba byłoby znieczulenia na znieczulenie na znieczulenie? Jeśli okazałoby się, że te także boli?! To co wtedy? Jeszcze jedno znieczulenie? Chociaż znieczulenie na znieczulenie na znieczulenie jest bezsensowne. Można pozbyć się jednego ze znieczuleń. Najważniejsze jest to aby nie bolała sam zabieg. Ja np. boję się (troszkę, nie panicznie) igieł. Nie wrzeszczę na całe gardło jak małe dzieci, ale tak wewnętrznie się boję. Brr... Lekarze muszą wymyślić dobre znieczulenie na znieczulenie i już! :-)
Zaraz, zaraz... chyba, że... Prawdopodobnie znieczulenie na znieczulenie jest słabsze.... Nie! To byłoby bez sensu! :-D

wtorek, 1 stycznia 2013

Pomarańcza :D



POMARAŃCZA
Więc tak… POMARAŃCZA jest POMARAŃCZowa. Czy nazwa „pomarańcza” pochodzi od koloru „pomarańczowego”? Może „pomarańczowy” kolor jest od „pomarańczy? A czy jak będziemy mówili szybko pomarańcz to wyjdzie ciekawe słówko?   A więc...  POMARAŃCZAPOMARAŃCZAPOMARAŃCZAPOMARAŃCZPOMARAŃCZA POMARAŃCZAPOMARAŃCZAPOMARAŃ… CZAPOMARAŃ. A więc nic nie wyjdzie. Chociaż… Pan Czapomarań… kupił czapki koloru pomarańczowego. Albo czopkę koloru pomarańczowego… A po angielsku pomarańcza to „ORANGE”. Czy to ma związek z ORANGutanem? A oranżada jest z orangutanów? Czyli… Pan Czapomarań je pomarańcze z orangutanów?
Po dzisiejszych rozmyślaniach wniosek jest taki:
Pomarańcza to produkt pana Czapomarania, czyli orangutan w pomarańczy w Orenżadzie.

Ten post to artykuł stworzony przeze mnie w gazetce szkolnej "sCool". :-)