Wróciłam znad morza, ale nie, nie martwcie się - nie było żadnego opalania się, odpoczywania, plotkowania, czy wycieczek do sklepu. Powiedziałabym, że wręcz odwrotnie. Pogoda była, jaka była - deszcz, ciemne chmury, wiatr i mróz, choć przyznam się, że nie przeszkadzało mi to zbytnio. Wiem, wiem: "jak to nad morzem nie przeszkadzała ci paskudna pogoda?!", choć trudno uwierzyć, to własnie tak było ^^
Dzień pierwszy...
Dziesięć godzin podróży, straszne historie i widok na ciemny las oświetlony jedynie przez księżyc. Opatentowałam niezwykły, autokarowy sposób zasypiania! Opierałam czoło o podgłówek fotela z przodu i już odpływałam.
Dzień drugi...
Spaliśmy w świetnych, drewnianych, dwupiętrowych domkach, których schody musiały służyć do zabijania - dziwacznie powykrawane, tak, że nie raz prawie wywinęłam na nich fikołka. Okolica była sympatyczna - las i jeziorko. Pierwszego dnia włożono nam wiosła w dłonie, zmuszono do przełożenia przez głowę kolorowych kapoków i wymuszono skok do dziwnego obiektu pływającego, zwanego pontonem. Potem słowami "miło było was spotkać" popchnięto w głąb jeziora. I radźcie sobie sami! Bez opiekuna, wokół lodowata woda i niesprzyjający, silny wiatr. Skończyło się trzykrotnym zderzeniem z molo, ugrzęźnięciem na mieliźnie (niezapomniane, spanikowane uderzanie wiosłami o brzeg, na szczęście się uratowaliśmy) i dostaniem długimi gałęziami po głowach. Spostrzegłam, że dziewczęta odznaczają się silniejszym chartem ducha, cierpliwością i pracowitością. Pięćdziesięciu procentom chłopców nie chciało się wiosłować... Zabić i posiekać (jak zwykła mawiać moja koleżanka).
Po dwóch godzinach wiosłowania, gdy wymęczeni wróciliśmy do domków, wysłano nas samych o 22:00 w las. Było świetnie! Zabawa była prosta:
Podzieliliśmy się na 7 grup, każda dostała wielki kawał drewna z kompasem i przyklejoną mapą, na której wyznaczonych było 10 punktów. Mieliśmy do tych punktów dotrzeć (po ciemku!) i przy każdym odszukać kartkę przytwierdzoną do drzewa z wydrukowanym znakiem (gwiazdą, krzyżykiem, błyskawicą itp), po czym ten znak przerysować. Po upływie godziny i piętnastu minut mieliśmy wrócić z wypełnioną tabelką. Jeden punkt znajdował się na cmentarzu w środku lasu... Nie pomogło pytanie "a jak będą tam akurat odprawiać czarna mszę?!". Wróciliśmy o 23:00, odnalazłszy 7 znaków :)
Podzieliliśmy się na 7 grup, każda dostała wielki kawał drewna z kompasem i przyklejoną mapą, na której wyznaczonych było 10 punktów. Mieliśmy do tych punktów dotrzeć (po ciemku!) i przy każdym odszukać kartkę przytwierdzoną do drzewa z wydrukowanym znakiem (gwiazdą, krzyżykiem, błyskawicą itp), po czym ten znak przerysować. Po upływie godziny i piętnastu minut mieliśmy wrócić z wypełnioną tabelką. Jeden punkt znajdował się na cmentarzu w środku lasu... Nie pomogło pytanie "a jak będą tam akurat odprawiać czarna mszę?!". Wróciliśmy o 23:00, odnalazłszy 7 znaków :)
Dzień trzeci...
Wycieczka po trójmieście. W Gdańsku podzieleni na drużyny lataliśmy z mapami i odpowiadaliśmy na pytania związane z pewnymi zabytkami i miejscami. Niech żyją przypadkowi przechodnie i pani z punktu informacyjnego!
Po południu lot nad jeziorem. Na wysokości piątego piętra przeciągnięto linę, po której my... zjeżdżaliśmy? Oj zapomniałam nazwy tego urządzonka :c W każdym razie wkładaliśmy takie dziwne szelki do których przyczepiali hak z linką umocowaną do liny nad jeziorem i siuuup popychali nas z wysokości (jak już wspomniałam) piątego piętra, a my "lecieliśmy" nad jeziorem, po czym zatrzymywaliśmy się zwisając nad brzegiem i wychowawca na rowerku wodnym po nas podpływał i zdejmował z tej liny. Jeśli ktoś za szybko wcisnął taką wajchę, zanim pod nim znalazł się rowerek wodny... plum, lądował po szyję w lodowatej wodzie.
Wieczorem była dyskoteka na plaży, podczas której jacyś pijani chłopcy z innego obozu zaatakowali nas gazem pieprzowym. To naprawdę niezwykłe uczucie, jak gdyby ktoś sypał ci do gardła, oczu i nosa pieprz. 50 osób pokładło się na ziemi kaszląc. No, ale większość osób przyznała, że nie chciałaby cofnąć czasu, to było... ciekawe i jak nie patrzeć lekko śmieszne.
Wycieczkę uzupełniam zdjęciami z oceanarium ^^
Latałam jak szalona z aparatem w dłoni, czytając informacje o rybach... :D A budynek był czteropiętrowy!
Latałam jak szalona z aparatem w dłoni, czytając informacje o rybach... :D A budynek był czteropiętrowy!
| Nawet nie wiecie, jak trudno było ja uchwycić. To Rozdymka (nie wiem, czy naprawdę tak się nazywa) pływała w tą i z powrotem w zawrotnym tempie. |
| Ta ryba mnie przeraża! Wygląda jak duch... |
| Trzęsło się to niezmiernie, dlatego zwróciłam uwagę. Kiedy grozi jej niebezpieczeństwo wyrzuca swoje wnętrzności! Po 9 dniach je... rekonstruuje? |
Czyli Malbork (!!!:D) i pożegnalna dyskoteka.
| Fajka wykonana caluteńka z bursztynu! 0.o |
| Bursztynowy pendrajw i mój kciuk na górze ^^ |
| Tak kiedyś wyglądała reklama osoby wykonywającej broń, czyli jak można jej użyć... |
Dzień piąty...
Zostałam drezyniarzem! Co to drezyna? Takie urządzonko co porusza się po torach. Na pewno kojarzycie z kreskówek. Napędza się to ręcznie... Mój kochany wychowawca stwierdził, że jesteśmy najsłabszą drużyną. "A więc tak?!" pomyśleliśmy. Przez połowę drogi pruliśmy jak szaleni przez tory, śpiewając przy tym donośnie. Jest to pewnie jeden z powodów, dla których dzisiaj tak bolą mnie ręce! ^^
No, ale mam "Prawo Jazdy na drezynę ręczną". ^^ Nie wiem po co mi ona skoro mieszkam w zatłoczonym mieście, ale nigdy nic nie wiadomo!
No to tyle ;) Starałam się zbytnio nie rozpisywać, bo post nie miałby końca! Mam nadzieję, że cokolwiek zrozumieliście...
Pod poprzednim postem pytaliście, co to te "Kształcenie słuchu". Jak zwykle nie sprecyzowałam. To lekcja w Szkole Muzycznej, na której człek uczy się nut, interwałów, ćwiczy słuch itp.
No, ale mam "Prawo Jazdy na drezynę ręczną". ^^ Nie wiem po co mi ona skoro mieszkam w zatłoczonym mieście, ale nigdy nic nie wiadomo!
No to tyle ;) Starałam się zbytnio nie rozpisywać, bo post nie miałby końca! Mam nadzieję, że cokolwiek zrozumieliście...
Pod poprzednim postem pytaliście, co to te "Kształcenie słuchu". Jak zwykle nie sprecyzowałam. To lekcja w Szkole Muzycznej, na której człek uczy się nut, interwałów, ćwiczy słuch itp.
Pozdrawiam serdecznie: Niech żyje morze polskie!














